Models: Attract Women Through Honesty
Coaching to słowo, które w ostatnich latach zrobiło się niezwykle modne. Dziś można znaleźć coachów niemal od wszystkiego: związków, zarabiania pieniędzy, radzenia sobie ze stresem, a także życia intymnego. Osobiście jestem bardzo sceptyczny wobec tego trendu. Wiele takich porad pochodzi od osób bez odpowiedniego przygotowania, ich treść bywa wręcz absurdalna, a cel wydaje się aż nazbyt oczywisty – zarobić jak najwięcej pieniędzy. Dlatego postanowiłem sięgnąć po jedną z takich książek, oczywiście dotyczącą relacji damsko-męskich. Moim początkowym celem była ostra krytyka; zamierzałem nie zostawić na tej książce suchej nitki. Jednak w miarę lektury moje zdziwienie rosło z każdą stroną. Ale po kolei.
Książka, po którą sięgnąłem, nosi tytuł Models: Attract Women Through Honesty i została napisana już jakiś czas temu przez Marka Mansona. Autor prowadzi również popularnego bloga oraz kanał na YouTubie poświęcone szeroko rozumianemu rozwojowi osobistemu. Głównym celem książki jest udzielenie mężczyznom porad, jak budować relacje z kobietami – nie poprzez stosowanie wyuczonych technik czy gotowych scenariuszy, lecz poprzez pracę nad samym sobą. Brzmi to początkowo jak typowy slogan z poradników rozwoju osobistego, ale – ku mojemu zaskoczeniu – nie jest wcale tak płytkie, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
Część I – „Reality”: atrakcyjność zaczyna się od tego, czego nie próbujesz udawać
W pierwszej części książki autor rozpoczyna swój wywód od próby zbudowania modelu wyjaśniającego, skąd właściwie bierze się atrakcyjność mężczyzny. Sam przedstawia tę część jako fundament późniejszych, bardziej praktycznych rozdziałów. Główna teza Mansona brzmi mniej więcej tak: problemem nie jest brak odpowiednich technik flirtowania. Problem pojawia się wtedy, gdy za naszym zachowaniem stoi potrzeba uzyskania akceptacji. Można nauczyć się odpowiednich zdań, gestów czy sposobów prowadzenia rozmowy, ale jeżeli wszystkie te działania wynikają z desperackiej próby zrobienia na kimś wrażenia, prędzej czy później będzie to widoczne. Dlatego autor wprowadza pojęcie „neediness”. Im bardziej jesteśmy gotowi zmieniać własne zachowanie, przekonania i emocje tylko po to, aby zdobyć czyjąś aprobatę, tym bardziej stajemy się „needy”. Celem nie powinno więc być nauczenie się, jak wyglądać na pewnego siebie. Trzeba raczej zbudować życie i sposób myślenia, dzięki którym nie będzie potrzeby tej pewności siebie odgrywać.
Jak zbudować w sobie pewność siebie? Manson twierdzi, że prawdziwa pewność siebie jest nierozerwalnie związana z „vulnerability”, czyli gotowością do wystawienia się na możliwość zranienia, odrzucenia albo ośmieszenia. Na pierwszy rzut oka brzmi to paradoksalnie. Pewność siebie zwykle kojarzymy przecież z niewzruszonością. Manson odwraca tę zależność. Człowiek naprawdę pewny siebie nie musi ukrywać swoich emocji, zainteresowania czy słabości właśnie dlatego, że jest gotowy zaakceptować konsekwencje ich ujawnienia. Jeżeli podoba mi się kobieta i mówię jej o tym otwarcie, ryzykuję odrzucenie. Jeśli jednak potrafię zaakceptować możliwość usłyszenia „nie”, samo okazanie zainteresowania nie jest oznaką desperacji. Przeciwnie – może świadczyć o tym, że nie potrzebuję pozytywnej odpowiedzi, aby zachować dobre zdanie o sobie.
To także punkt, w którym książka najmocniej odchodzi od typowych poradników podrywu. Zamiast zastanawiać się, jak długo czekać z wiadomością, jak udawać brak zainteresowania albo jak sprawić wrażenie bardziej niedostępnego, Manson proponuje rozwiązanie znacznie prostsze: przestać udawać. Szczere okazanie zainteresowania może być oznaką pewności siebie właśnie dlatego, że wiąże się z realnym ryzykiem odrzucenia.
Moim zdaniem najmocniejszym elementem tej części jest właśnie model psychologiczny zachowania samego mężczyzny. Fragmenty, w których autor pisze o potrzebie aprobaty, fałszywej pewności siebie, gotowości do odsłonięcia się i zgodności własnych działań z rzeczywistymi intencjami, przedstawiają idee wykraczające daleko poza randkowanie. Można je równie dobrze odnieść do przyjaźni, pracy czy zwykłych relacji społecznych. Znacznie ostrożniej podchodziłbym natomiast do fragmentów, w których autor przechodzi od własnych obserwacji do szerokich twierdzeń na temat tego, „jak działają kobiety”. Sam Manson zaznacza na początku, że nie istnieje kompletny model kobiecej atrakcyjności i że przedstawia własną teorię opartą na badaniach oraz doświadczeniu. W kolejnych rozdziałach nie zawsze jednak zachowuje tę samą ostrożność. Niektóre hipotezy i generalizacje przedstawia znacznie pewniej, niż sugerowałoby to jego początkowe zastrzeżenie.
Część II – „Strategy”: nie chodzi o to, żeby spodobać się wszystkim
Jeżeli pierwsza część Models miała odpowiedzieć na pytanie, skąd bierze się atrakcyjność, to druga próbuje przełożyć te założenia na konkretną strategię randkowania. Manson robi przy tym coś, co początkowo może wydawać się dość przewrotne: zamiast uczyć, jak zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu z każdą napotkaną kobietą, przekonuje, że należy możliwie szybko odkrywać, z kim sukces w ogóle ma sens.
W klasycznym podejściu spod znaku „pickup artists” odrzucenie jest porażką, której należy unikać za pomocą odpowiednich technik. W modelu Mansona staje się natomiast częścią mechanizmu selekcji. Autor wychodzi z założenia przedstawionego już pod koniec części I: większość spotykanych przez nas osób po prostu nie będzie do nas pasować. Strategia nie powinna więc polegać na przekonywaniu wszystkich do siebie, ale na możliwie szybkim odnajdywaniu osób, z którymi istnieje rzeczywista kompatybilność.
Manson dzieli kobiety spotykane przez mężczyznę na trzy kategorie: Receptive, Neutral i Unreceptive. Do pierwszej należą kobiety zainteresowane danym mężczyzną, do drugiej te, które nie mają jeszcze wyrobionego zdania, a do trzeciej kobiety niezainteresowane albo z różnych powodów niedostępne. Najważniejsze jest jednak to, że mężczyzna nie powinien za wszelką cenę próbować przesuwać wszystkich kobiet w kierunku kategorii Receptive. Powinien raczej ujawniać swoją osobowość, poglądy, zainteresowania i intencje na tyle wyraźnie, aby druga osoba mogła szybko zdecydować, czy jej to odpowiada. Manson nazywa to polaryzacją.
Jeżeli kolekcjonujesz znaczki, mów o znaczkach. Jeżeli masz nietypowe zainteresowania, nie ukrywaj ich tylko dlatego, że wydają ci się mało atrakcyjne. Jeżeli się z kimś fundamentalnie nie zgadzasz, nie udawaj zgodności wyłącznie dlatego, że ta osoba ci się podoba. Jest to jednocześnie kontynuacja idei „vulnerability” z części I. Pokazując prawdziwego siebie, ryzykujesz, że ktoś cię nie zaakceptuje. Ukrywając siebie, zwiększasz natomiast prawdopodobieństwo, że zainteresujesz osobę, z którą tak naprawdę niewiele cię łączy. Warto więc odpowiedzieć sobie na kilka pytań: czy wyraziłem swoje zainteresowanie? Czy zachowałem się zgodnie ze sobą? Czy podjąłem ryzyko mimo strachu? Czy postawiłem granicę, kiedy należało ją postawić? Czy powiedziałem to, co rzeczywiście myślałem, zamiast tego, co – jak sądziłem – druga osoba chciała usłyszeć? Jeżeli tak, samo odrzucenie nie musi oznaczać porażki. Jeżeli moja samoocena rzeczywiście nie jest uzależniona od aprobaty innych ludzi, nie będę też traktował każdej negatywnej reakcji kobiety jako osobistej klęski.
Druga część podoba mi się bardziej jako ogólna filozofia budowania relacji niż jako ścisła teoria atrakcyjności. Najciekawszym pomysłem jest dla mnie polaryzacja – nie dlatego, że powinniśmy celowo wzbudzać kontrowersje, lecz dlatego, że Manson odwraca typową logikę randkowania. Zamiast pytać: „Jak sprawić, żeby ta osoba mnie polubiła?”, proponuje zapytać: „Czy my w ogóle do siebie pasujemy?”. Kobieta przestaje być egzaminatorem wystawiającym ocenę mężczyźnie; obie strony zaczynają sprawdzać wzajemną kompatybilność.
Część III – „Honest Living”: zanim zaczniesz szukać odpowiedniej kobiety, zbuduj odpowiednie życie
Część III jest już bardziej praktyczna, aczkolwiek autor nie mówi jeszcze, jak rozpocząć rozmowę, flirtować czy zaprosić kogoś na randkę. Zamiast tego każe najpierw przyjrzeć się własnemu życiu. Jego argument jest prosty: jeżeli nie jesteś zadowolony z tego, kim jesteś, jak wyglądasz, z kim spędzasz czas i co robisz każdego dnia, techniki komunikacyjne mogą co najwyżej przykryć problem. Nie zmienią jego źródła.
Manson wprowadza tutaj pojęcie Honest Living – uczciwego życia. Chodzi o zbudowanie życia zgodnego z własnymi wartościami i zainteresowaniami, a jednocześnie takiego, które naturalnie zwiększa prawdopodobieństwo spotykania kompatybilnych ludzi, zgodnie z regułą „like attracts like”. Jeżeli jesteś człowiekiem uwielbiającym książki, spokojne spotkania i rozmowy, a zmuszasz się do spędzania kilku wieczorów tygodniowo w klubach tylko dlatego, że przeczytałeś, iż jest to najlepszy sposób poznawania kobiet, powstaje pewna sprzeczność. Możesz nawet stać się całkiem dobry w poznawaniu kobiet w klubach. Tylko po co? Prawdopodobnie zwiększasz w ten sposób liczbę kontaktów z osobami prowadzącymi styl życia, którego sam nie lubisz.
To jeden z ciekawszych argumentów tej części książki. Miejsce i sposób poznawania ludzi są już pierwszym filtrem kompatybilności. Zamiast budować całe życie wokół poszukiwania kobiet, Manson proponuje coś odwrotnego: zbudować życie odpowiadające własnym zainteresowaniom, a następnie rozszerzać środowisko społeczne związane z tym życiem. Prowadzi to do prostego wniosku: zanim zaczniesz zastanawiać się, jak poznawać więcej kobiet, zastanów się, gdzie znajdują się kobiety, które rzeczywiście chciałbyś poznać.
W tej części autor daje też praktyczne wskazówki, jak zwiększyć swoją atrakcyjność. Omawia ubiór, kondycję fizyczną, mowę ciała, sposób używania głosu, a następnie znacznie szerszy problem tego, jak stać się interesującym człowiekiem. Dbanie o sylwetkę, higienę, fryzurę i ubranie traktuje jako stosunkowo oczywisty sposób zwiększania atrakcyjności. Nie każdy może mieć twarz modela, ale większość ludzi może poprawić kondycję fizyczną, sposób ubierania się czy ogólną prezencję.
Pod koniec części III Manson sprowadza te rozważania do konkretnych zaleceń: uporządkuj własne życie, zadbaj o zdrowie, znajdź grupę przyjaciół, rozwijaj zainteresowania, wyrabiaj własne opinie i świadomie decyduj, na co przeznaczasz swój czas. Według niego właśnie to buduje podstawowy poziom niezależności i samowystarczalności potrzebny do dalszej pracy nad relacjami.
Mam wobec tej części mieszane odczucia, choć z przewagą pozytywnych. Jej najmocniejszym elementem jest odejście od myślenia o randkowaniu jako osobnej umiejętności, którą można rozwijać niezależnie od reszty życia. Manson właściwie mówi: jeżeli chcesz mieć lepsze relacje, zacznij od stworzenia lepszego życia. Nie życia stworzonego po to, żeby imponować kobietom – to byłaby kolejna forma „neediness” – lecz życia, które sam uznajesz za wartościowe.
Mniej przekonują mnie niektóre jego generalizacje dotyczące „demografii”. Manson miesza tutaj obserwacje społeczne, własne doświadczenia, psychologię i porady praktyczne, nie zawsze wyraźnie zaznaczając granicę między nimi. Dlatego zasadę „like attracts like” potraktowałbym jako użyteczną heurystykę, a nie uniwersalne prawo dotyczące powstawania związków. Mam też zastrzeżenie do języka, w którym autor mówi o przyciąganiu kobiet wyższej „jakości”. Taki sposób opisu momentami redukuje ludzi do pozycji na rynku randkowym i nie najlepiej współgra z dojrzalszymi fragmentami książki dotyczącymi autentyczności i kompatybilności.
Mimo tego podstawowa idea Honest Living broni się zaskakująco dobrze. Pierwsza część mówiła: nie uzależniaj własnej wartości od aprobaty kobiet. Druga: nie próbuj spodobać się każdej – szukaj kompatybilności. Trzecia dodaje: stwórz takie życie, w którym kompatybilne z tobą osoby w ogóle będą miały szansę cię spotkać.
Część IV – „Honest Action”: działanie pomimo strachu
W części IV Models Manson przechodzi od wcześniejszych rozważań o atrakcyjności i stylu życia do znacznie bardziej praktycznych porad. Honest Action ma oznaczać działanie zgodne z własnymi pragnieniami pomimo lęku przed odrzuceniem. Jedna z ważniejszych idei dotyczy „historii”, które opowiadamy sami sobie. Manson pokazuje, jak różne racjonalizacje mogą pozwalać nam unikać sytuacji, których naprawdę się boimy. W tym kontekście opisuje mechanizmy obronne, takie jak obwinianie innych, unikanie, udawanie obojętności czy intelektualizacja. Można przeczytać dziesiątki książek o relacjach i bez końca analizować własne zachowanie, a jednocześnie nigdy nie robić tego, czego naprawdę się boimy.
Druga ważna idea dotyczy samego lęku. Manson przekonuje, że celem nie powinno być całkowite pozbycie się strachu. Pewność siebie nie oznacza jego braku, lecz zdolność działania pomimo niego. Praktycznym rozwiązaniem ma być stopniowa ekspozycja: zamiast od razu zmuszać nieśmiałego mężczyznę do podchodzenia do dziesiątek kobiet, autor proponuje zaczynać od prostych interakcji i stopniowo zwiększać ich trudność.
O ile ogólna idea działania pomimo strachu wydaje mi się wartościowa, o tyle praktyczne porady Mansona należą dla mnie do słabszych elementów książki. Autor zbyt łatwo interpretuje brak działania jako rezultat strachu lub mechanizmu obronnego. Tymczasem ludzie różnią się charakterem, sposobem budowania relacji i funkcjonują w różnych normach społecznych. Jeżeli nie podchodzę na ulicy do nieznajomej kobiety i nie proponuję jej kawy, nie musi to oznaczać, że boję się odrzucenia. Mogę po prostu uważać takie zachowanie za nieodpowiednie albo nienaturalne w moim otoczeniu społecznym. Jeszcze większym problemem jest niejasność dotycząca celu całego procesu. Manson płynnie przechodzi między poznawaniem kobiet, randkami, seksem i budowaniem relacji, jak gdyby były kolejnymi etapami tego samego procesu. Nie zawsze jednak nimi są. Jeżeli celem jest przypadkowy seks, podejście do atrakcyjnej nieznajomej osoby na imprezie może być całkiem logiczną strategią. Jeżeli jednak szukamy głębszej relacji, sytuacja wygląda inaczej. Taka relacja często rozwija się stopniowo: ludzie spotykają się w określonym środowisku, rozmawiają, odkrywają wspólne zainteresowania i dopiero z czasem pojawia się wzajemne zainteresowanie. Co więcej, rodzi to pewną sprzeczność z wcześniejszymi częściami Models. Manson wcześniej mocno podkreślał kompatybilność i znaczenie odpowiedniego środowiska społecznego. Tutaj natomiast momentami wraca do logiki charakterystycznej dla pickup culture: trzeba działać, podchodzić do kobiet, zwiększać liczbę interakcji i przechodzić do kolejnych etapów relacji. Dlatego z części IV pozostawiłbym przede wszystkim jedną myśl: nie należy czekać z działaniem do momentu, kiedy całkowicie przestaniemy się bać. Strach przed odrzuceniem jest jednak czymś innym niż świadoma decyzja, że określony sposób poznawania ludzi nam nie odpowiada. Tego rozróżnienia Mansonowi wyraźnie brakuje.
Część V – „Honest Communication”: szczerość zamiast technik
Ostatnia część Models dotyczy Honest Communication, czyli otwartego komunikowania swoich emocji i intencji. Manson przechodzi tutaj do najbardziej praktycznych zagadnień w całej książce: rozmowy, flirtu, randkowania, odczytywania zainteresowania, kontaktu fizycznego i seksu.
Najciekawsza pozostaje ogólna zasada stojąca za tymi poradami: ważne jest nie tylko to, co mówimy, ale również z jaką intencją to robimy. Ten sam komplement może być szczerym wyrazem zainteresowania albo próbą zdobycia aprobaty; opowiadanie o sobie może być naturalnym dzieleniem się własnym życiem albo przechwalaniem się. Dlatego Manson ponownie odrzuca gotowe teksty i techniki pickup artists. Można nauczyć się idealnych zdań, ale jeżeli ich rzeczywistym celem jest wymuszenie określonej reakcji drugiej osoby, trudno mówić o autentyczności.
Podoba mi się również nacisk na jasne komunikowanie zainteresowania. Manson uważa, że nie należy miesiącami ukrywać swoich intencji w obawie przed odrzuceniem. Jednocześnie podkreśla znaczenie emocjonalnej bliskości – pokazania drugiej osobie swoich prawdziwych emocji, doświadczeń i motywacji. Dobrze pasuje to do głównej idei książki: zamiast manipulować zachowaniem drugiej osoby, pokaż jej, kim jesteś i czego chcesz, a następnie zaakceptuj jej reakcję.
Znacznie mniej przekonująca jest dla mnie druga połowa tej części, w której Manson przedstawia preferowany przez siebie sposób inicjowania relacji z kobietami jako znacznie bardziej uniwersalny, niż jest on w rzeczywistości. Relacje nie zawsze zaczynają się od wyraźnego „podejścia” – mogą rozwijać się stopniowo w pracy, na studiach, przez znajomych czy podczas wspólnych aktywności. Powraca tutaj problem widoczny już w poprzedniej części: Manson nie rozdziela dostatecznie wyraźnie poszukiwania przypadkowego seksu, luźnych relacji i trwałego związku, choć każdy z tych celów może wymagać innego sposobu poznawania ludzi.
Ostatnia część utwierdza mnie więc w przekonaniu, które pojawiło się już wcześniej: książka Mansona sprawdza się najlepiej wtedy, gdy nie próbuje być instrukcją podrywania kobiet. Najciekawsze są idee dotyczące autentyczności, niezależności od aprobaty, akceptacji odrzucenia, gotowości do emocjonalnego odsłonięcia się i szczerego wyrażania zainteresowania. Im bardziej Manson przechodzi do konkretnych instrukcji dotyczących randek, flirtu czy seksu, tym bardziej jego rady stają się zależne od osobowości, kultury i rodzaju relacji, której ktoś właściwie szuka.
Warto przy tym pamiętać, że Models nie jest książką naukową. Manson odwołuje się do psychologii i badań, ale miesza je z własnymi obserwacjami i doświadczeniami, a niektóre generalizacje przedstawia z większą pewnością, niż pozwalają na to przywoływane argumenty. Dlatego jego modele traktowałbym przede wszystkim jako użyteczne intuicje i punkt wyjścia do refleksji, a nie jako ustalone prawidłowości psychologiczne.
Czy zatem warto tę książkę przeczytać? Mnie pozytywnie zaskoczyła. Nie traktowałbym jej ani jako naukowego opracowania relacji damsko-męskich, ani jako uniwersalnej instrukcji randkowania, ale jako książka o samoocenie, autentyczności, akceptacji odrzucenia i budowaniu relacji zawiera sporo wartościowych obserwacji. I być może właśnie na tym polega największy paradoks Models: książka reklamowana jako poradnik o atrakcyjności jest najbardziej wartościowa nie wtedy, gdy mówi, jak zdobywać kobiety, lecz wtedy, gdy tłumaczy, dlaczego nie powinniśmy budować własnej wartości na tym, czy uda nam się je zdobyć.

Komentarze
Prześlij komentarz